Google uderza w porównywarki cen.
Na pewno wielu z Was szukając jakiegoś podzespołu komputerowego, zmywarki, laptopa po wpisaniu frazy i zapuszczeniu wyszukiwarki Google w wynikach na topowych pozycjach widziała w wynikach organicznych porównywarki cen. Ceneo, nokaut i inni poświęcili sporo czasu i kasy by się tam znaleźć, nie było to kwestia przypadku. Jedni budowali pozycję nastawiając się na pozyskiwanie linków partnerskich inni bardziej o kupowanie punkcików z różnych SWLi.

Jakiś czas temu w sieci pojawił się wpis na blogu Kaspra, w którym czytamy:
Zespół #Google #Search Quality zajął się kwestią kupowania linków przez popularne polskie witryny i podjął odpowiednie kroki w tych wypadkach gdzie zaistniała taka potrzeba. Mamy nadzieję, że z czasem więcej klientów SWLi przemyśli swoją strategie zdobywania linków.
No i dziś już wiemy kogo to dotyczyło. Chodzi oczywiście o porównywarki cen. Ktoś może powiedzieć, skoro kupowały linki to należało im się. No ba, pewnie, że tak. Ale zastanówcie się chwilę. Skąd G wie, że dany link został kupiony? Skąd G wie, że te linki nie sprezentowała „życzliwa” konkurencja?
Rozumiem, że strony emitujące linki z SWLi dostają po dupie, bo w większości przypadków, właściciel świadomie zamieścił kod na swojej witrynie. Ale jaką mamy kontrolę nad linkami, którymi częstuje nas konkurencja? Oczywiście możemy się bronić, poprzez wysyłanie prośby o ponowne rozpatrzenie z informacją, że linki z SWL’i nie są tymi, które my pozyskujemy. Tyle, że ta obrona jest tak naprawdę nic nie warta.
Co jest najciekawsze, to po tyłku dostały porownywarki w czasie kiedy zaczyna być głośnawo o nowym produkcie G, który już funkcjonuje za wielką wodą. Jak myślicie, o co chodzi? Tak, chodzi o goglowska porównywarke cen.